Przejdź do głównej zawartości

Od początku!

        Zmagałam się z kilogramami już dłuższy czas.
Nie widziałam w tym nic złego... Do czasu. Zawsze podchodziłam do życia z uśmiechem. Nie przejmowałam się niczym. Normalne było dla mnie wyszukiwanie ubrań w rozmiarze XXL zajadając fast-fooda.
Mój dzień zaczynał się od kawy najwcześniej o godzinie 11:00. Popołudniu szłam do pracy. Nie jadłam nic do godziny 18:00, a gdy wybiła godzina głodu bez wyrzutów sumienia sięgałam po zestaw z KFC. Dzień w dzień to samo.
             - Poproszę zestaw Pocket i powiększone frytki.
Na domiar złego wszystko zapijałam kawą na zmianę z colą. Trwało to jakieś pół roku może dłużej, aż do listopada tamtego roku. Powiedziałam sobie dość! Zaczęłam zajadać się musli, płatkami i jakimiś ''steropiankami''. Jogurt naturalny z bananem na śniadanie na moim stole był codziennie. Przestałam jeść słodycze, choć przyznam się, że od czasu do czasu pękałam. Tak to się wszystko zaczęło. Nadszedł nowy rok. Każda z Nas na nowy rok chcę coś w sobie zmienić.
              - Będę chodzić na siłownie, basen... boże schudnę i wszystkim Wam pokaże.
Więc jak powiedziałam tak nic nie zrobiłam. Od listopada odstawiłam całkowicie fast-fooda. Pierwszy tydzień to była jakaś zgroza. Pachniało mi tym, a mi język uciekał za przeproszeniem do dupy!
Miałam plan. Nie wiedziałam jak się żywić. Szukałam pomocy w internecie, sama tworzyłam jakieś koktajle, próbowałam proszki na metabolizm, ale nic. Nic się nie zmieniło. Mój kręgosłup odmawiał mi posłuszeństwa. Poleżałam w domu 5 dni. Tak potwornie mnie złamało.  Plan polegał na tym, że pójdę do lekarza. Lekarz musi się znać. Na pewno mi pomoże. Skończyło się jak zwykle. Słomiany zapał. Dowiedziałam się, że moja koleżanka chodziła do dietetyka i wyglądała naprawdę pięknie. Efekt niesamowity.
Pomyślałam. Uzbieram pieniądze i sama się zapiszę. Zmienię moje życie raz na zawsze. Kiedy już miałam zapisany numer w telefonie czułam się jakbym już podnosiła nogę nad kałuże. Ale kiedy chciałam ją już przeskoczyć i zadzwonić... Wracałam. Zabrakło mi odwagi. Bałam się, że nie dam rady. Wyżaliłam się przyjaciółce. Z tą agentką nie ma żartów. Gdyby nie ona i jej pozytywne nastawienie dziś leżałabym w łóżku z popcornem. Przez miesiąc wyrzucałam wszystko co przypominałoby mi o dietetyku. Przez miesiąc mając szanse coś zmienić... nie zrobiłam nic! Gdyby nie telefony mojej Diany to nie zrobiłabym nic.
Codziennie padało pytanie.
            - Sylwia! Dzwoniłaś?  albo Sylwia! Już się umówiłaś?
Dzień w dzień! Ja codziennie wymyślałam coś innego. Za każdym razem coraz to lepsze wymówki. Wtedy Diana zadzwoniła do mnie ostatni raz w tej sprawie. Pamiętam padał deszcz... stałam na przystanku. Usłyszałam:
             - No nie wiem Sylwia, zadzwoń nie wydzwaniam do Ciebie, żebyś się wkurzyć, chcę twojego szczęścia. Wiem, że Ci się uda!
I zadzwoniłam. Albo teraz, albo nigdy!
Wtedy pomyślałam pierwszy raz w życiu, że zrobię to dla siebie.

Resztę opowiem Wam następnym razem. Całuję Was, a w szczególności sprawczyni całego zamieszania! Lanka dziękuję jak nie wiem co ! :*




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Myślałam, że MUSZĘ, a okazało się, że CHCĘ

Pamiętacie post o dwóch lewych rękach?
W strefie kuchni jestem prawie jak mistrz (make my so proud)
Kombinuje, szukam smaków. Jestem aktywna (oczywiście jako kucharz) Kocham gotować lecz i tak się zatraciłam. To nic innego jak lenistwo. Nie, nie chce mi się zjeść teraz, nie chce mi się iść po chleb. Nie, wolę iść zapalić niż zjeść obiad w pracy.
Nie, nie będę szła do sklepu bo kolejka. Demyt. Nawet nie wiem kiedy zrobiłam się taka leniwa.
Na jednym z blogów przeczytałam : do wakacji 10 tygodni. Zdrowo można schudnąć 1 kg tygodniowo.
Pomyślałam, że akurat 10 kg to tyle ile muszę z siebie zrzucić.
To mnie tknęło. Jakbym pękła w środku na pół. Od tamtych wakacji myślałam tylko : MUSZĘ, a całkowicie zapomniałam o tym, że CHCĘ. Dlaczego waga wróciła? Może o tym innym razem. Teraz najważniejszy jest cel.Siedzę i przeglądam...
Siedzę i przeglądam, oglądam zdjęcia i patrzę jak ludzie, którzy twierdzili, że jestem ich inspiracją, nadzieją wyglądają jak milion dolarów! Zmieniają się. Udało …

Przystanek Dieta

Nieużywana wiedza rdzewieje - mówią. Człowiek zapomina czy zwyczajnie wypiera wiedzę z głowy.
Znacie to?
- ostatni raz zjem ciastko i od jutra dieta!
Ha! Ja też tak mówię i wiecie co? Sama w to wierzę. Wierzę w to, że jutro pójdę pobiegać, pojutrze zrobię brzuszki, a w lutym.. słuchajcie! W lutym pójdę na siłownie. Teraz pomyślmy dlaczego się tak dzieje? Przeczytałam tysiąc, a nawet tysiąc dwieście artykułów czy felietonów o motywacji, ba! Sama napisałam kilka!
I znam kogoś kto jest dla mnie motywatorem. Znam tą osobę lepiej niż kogokolwiek innego. Tylko czasami nie mam lustra, żeby się przejrzeć. Najlepsza motywacja niech będą Nasze działania. Niech walnie piorun!
Aaa! Bądźmy dla siebie dobre! Skąd brać siłę gdy brakuje "powera" ? Do jasnej cholery! Nie mam pojęcia skąd. Nie wiem skąd więc biorę ją od siebie. Nie zawsze dostaje złoty medal, ale zawsze stoję na podium.
Stoję na podium wtedy gdy rano wstaje i gotuje owsiankę, wtedy gdy w sklepie czytam skład produktu, gdy…

Nie potrafię robić zakupów

Nie potrafię planować zakupów. Zawsze, ale to zawsze do jasnej cholery wydaje się, że wszystko już mam. Jednak gdy wracam do domu uśmiech schodzi mi z twarzy bo brakuje mi tego, owego i jeszcze zapomniałam pieprzu! Pieprzyć to! Lista zakupów też nie wchodzi w grę bo nawet gdy ją stworzę to coś zawsze z nią (lub ze mną) jest nie tak. No więc tak... jak wiecie w mojej diecie (rym) skupiam się głównie na tym by jeść zdrowo, regularnie i przede wszystkim RÓŻNORODNIE. No ale jak jadać różnorodnie jak w lodówce sama sałata i jajka i musztarda? Nawet największy kucharz magik miałby problem, więc co ja robię? Wracam do sklepu po raz 3 i kupuje to czego zapomniałam i biorę jeszcze kilka  innych rzeczy. Więc tak w lodówce mam już jajka, sałatę musztardę, kukurydzę, szczypiorek, czerwoną cebulę i twarożek. No to zabieram się do roboty i nagle nachodzi mnie myśl : twarożek? Bez chlebka? Tak! Tak jest na prawdę! Ale dobrze, że poszłam po chleb bo potrzebowałam jeszcze wody [aplauz]
Tracę czas, pi…