Przejdź do głównej zawartości

Zamiast postanowień.. chlebek szczęścia.




Nigdy nie byłam zwolenniczką łańcuszków.. Nie wierzyłam czy nie chciałam wierzyć. Postanowiłam, żeby zamiast listy rzeczy z których ''tak czy siak'' się nie wywiążę upiec chlebek ( na samym początku nie chciałam Go przyjąć) No więc tak cały tydzień myślałam o swoim życzeniu.. Bardzo się zaangażowałam. Może przybliżę Wam o co w tym wszystkim chodzi :) Chlebek szczęścia zwany też chlebkiem z Watykanu, pieczony tylko raz w życiu, spełnia jedno życzenie. Przygotowanie takiego przysmaku trwa tydzień. W niedziele zazwyczaj dostaję się od kogoś zakwas.. później już wszystko w naszych rękach :) 


Zasady : 
Zakwasu nie wolno mieszać metalową łyżką. Najlepiej robić to łyżką drewnianą lub plastikową.
Przechowywać w temperaturze pokojowej
Pojemnik przykryć lnianą ściereczką

poniedziałek: zakwas przekładamy do większej miski, dodajemy 250 g cukru. Nie mieszamy. Przykrywamy ściereczką
wtorek: dodajemy 250 ml mleka. Nie mieszamy.
środa: dodajemy 250 g mąki. Nie mieszamy.
czwartek: mieszamy rano, w południe i wieczorem.
piątek: Dodajemy 150 g cukru. Nie mieszamy.
sobota: Mieszamy drewnianą lub plastikową łyżką. Ciasto dzielimy na 4 części. Jedną część odkładamy na potem dla siebie lub dajemy komuś na szczęście ;)
niedziela: do trzech części dodajemy 250 ml oleju, 250 g mąki, 3 jajka, 0,5 op. proszku do pieczenia, cukier waniliowy, sól, cynamon, starte jabłka, startą lub pokrojoną na drobne kawałki czekoladę, rodzynki. Mieszamy do połączenia. Pieczemy 40 – 45 min. w 180 st.


i to tyle.. nie jest to ani czasochłonne, ani wyjątkowo skomplikowane ( skoro ja to zrobiłam ) ;)

Moja lista postanowień z pewnością byłaby ''przedługa'' więc może dobrze, że dostałam szanse dla siebie by go upiec, jeśli spełni się moje życzenie moje życie będzie jeszcze wspanialsze niż jest.. Nie boje się marzyć! A Wy? 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Myślałam, że MUSZĘ, a okazało się, że CHCĘ

Pamiętacie post o dwóch lewych rękach?
W strefie kuchni jestem prawie jak mistrz (make my so proud)
Kombinuje, szukam smaków. Jestem aktywna (oczywiście jako kucharz) Kocham gotować lecz i tak się zatraciłam. To nic innego jak lenistwo. Nie, nie chce mi się zjeść teraz, nie chce mi się iść po chleb. Nie, wolę iść zapalić niż zjeść obiad w pracy.
Nie, nie będę szła do sklepu bo kolejka. Demyt. Nawet nie wiem kiedy zrobiłam się taka leniwa.
Na jednym z blogów przeczytałam : do wakacji 10 tygodni. Zdrowo można schudnąć 1 kg tygodniowo.
Pomyślałam, że akurat 10 kg to tyle ile muszę z siebie zrzucić.
To mnie tknęło. Jakbym pękła w środku na pół. Od tamtych wakacji myślałam tylko : MUSZĘ, a całkowicie zapomniałam o tym, że CHCĘ. Dlaczego waga wróciła? Może o tym innym razem. Teraz najważniejszy jest cel.Siedzę i przeglądam...
Siedzę i przeglądam, oglądam zdjęcia i patrzę jak ludzie, którzy twierdzili, że jestem ich inspiracją, nadzieją wyglądają jak milion dolarów! Zmieniają się. Udało …

Przystanek Dieta

Nieużywana wiedza rdzewieje - mówią. Człowiek zapomina czy zwyczajnie wypiera wiedzę z głowy.
Znacie to?
- ostatni raz zjem ciastko i od jutra dieta!
Ha! Ja też tak mówię i wiecie co? Sama w to wierzę. Wierzę w to, że jutro pójdę pobiegać, pojutrze zrobię brzuszki, a w lutym.. słuchajcie! W lutym pójdę na siłownie. Teraz pomyślmy dlaczego się tak dzieje? Przeczytałam tysiąc, a nawet tysiąc dwieście artykułów czy felietonów o motywacji, ba! Sama napisałam kilka!
I znam kogoś kto jest dla mnie motywatorem. Znam tą osobę lepiej niż kogokolwiek innego. Tylko czasami nie mam lustra, żeby się przejrzeć. Najlepsza motywacja niech będą Nasze działania. Niech walnie piorun!
Aaa! Bądźmy dla siebie dobre! Skąd brać siłę gdy brakuje "powera" ? Do jasnej cholery! Nie mam pojęcia skąd. Nie wiem skąd więc biorę ją od siebie. Nie zawsze dostaje złoty medal, ale zawsze stoję na podium.
Stoję na podium wtedy gdy rano wstaje i gotuje owsiankę, wtedy gdy w sklepie czytam skład produktu, gdy…

Nie potrafię robić zakupów

Nie potrafię planować zakupów. Zawsze, ale to zawsze do jasnej cholery wydaje się, że wszystko już mam. Jednak gdy wracam do domu uśmiech schodzi mi z twarzy bo brakuje mi tego, owego i jeszcze zapomniałam pieprzu! Pieprzyć to! Lista zakupów też nie wchodzi w grę bo nawet gdy ją stworzę to coś zawsze z nią (lub ze mną) jest nie tak. No więc tak... jak wiecie w mojej diecie (rym) skupiam się głównie na tym by jeść zdrowo, regularnie i przede wszystkim RÓŻNORODNIE. No ale jak jadać różnorodnie jak w lodówce sama sałata i jajka i musztarda? Nawet największy kucharz magik miałby problem, więc co ja robię? Wracam do sklepu po raz 3 i kupuje to czego zapomniałam i biorę jeszcze kilka  innych rzeczy. Więc tak w lodówce mam już jajka, sałatę musztardę, kukurydzę, szczypiorek, czerwoną cebulę i twarożek. No to zabieram się do roboty i nagle nachodzi mnie myśl : twarożek? Bez chlebka? Tak! Tak jest na prawdę! Ale dobrze, że poszłam po chleb bo potrzebowałam jeszcze wody [aplauz]
Tracę czas, pi…